Mam na imię Marek. Pragnę podziękować Bogu Wszechmogącemu za wielką łaskę jakiej dostąpiłem  w ostatnim czasie.

18 grudnia w czasie Drogi Krzyżowej, przy rozważaniu stacji XII ksiądz Zbigniew przywołał słowa pewnej kobiety, która dając świadectwo dziękowała Bogu za doświadczenie śmierci jej syna.

Bardzo poruszyły mnie te słowa i długo je rozważałem. Myślałem o tym, w kontekście doświadczenia śmierci mojego ukochanego ojca, która nastąpiła miesiąc wcześniej.

7 listopada nad ranem tato odszedł do wieczności, nie mogłem być przy śmierci, nie zdążyłem. Rano po złożeniu ciała w kaplicy, udałem się na Mszę Świętą, którą ofiarowałem wraz z Komunią Świętą i pragnieniem zyskania odpustu zupełnego (było to w oktawie Wszystkich Świętych), za jego duszę. Napisałem też sms-y do moich przyjaciół i współbraci ze Wspólnoty Mężczyzn Świętego Józefa z prośbą o modlitwę za jego duszę i za nas pogrążonych w bólu. Niemal natychmiast odczułem potężny parasol opieki modlitewnej. Zawsze wyobrażałem sobie śmierć, jako coś straszliwie bolesnego, że będą pytania; Dlaczego teraz? Dlaczego już? Dlaczego mnie to spotyka?

I zdziwiłem się, że żadne z tych pytań nie przeszło mi przez myśl, wiedziałem nie wiem skąd, że Bóg tak chce i taka jest Jego wola, i ja się z nią zgadzam, pomimo żalu, bólu – bardzo kochałem ojca.

Po pogrzebie zrozumiałem, że wspaniały i miłosierny Bóg miał w tej śmierci plan.

Mój młodszy brat, 5 lat temu stracił dziecko – urodziło się martwe. Przez kilka lat tkwił w rozpaczy, ciągle powtarzając – Dlaczego mi to zrobiłeś? Dlaczego stało się to akurat mnie? Do dziś słyszę te oskarżenia.

W dniu pogrzebu powiedział do mnie: Marek dziś zrozumiałem, dlaczego Kubuś (jego syn) odszedł -  bo Bóg tak chciał. Taka jest Jego wola i ja ją przyjmuję …

Moja babcia, bardzo sędziwa kobieta (98 lat), przez wiele, może kilkanaście lat, nie chodziła do kościoła. Choć mogła, nie przyjmowała Sakramentów. Nie mogę też powiedzieć, żeby lubiła ojca (jako teściowa). 2 tygodnie po pogrzebie poprosiła o księdza, o spowiedź, przyjęła Chrystusa w Komunii Św. Po raz pierwszy w życiu usłyszałem od niej dobre słowo o ojcu…

Ja również zrozumiałem, że Boże plany nie mają wiele wspólnego z naszym myśleniem. Jak (mówi) pisze Izajasz w 55-tym rozdziale: Myśli moje nie są waszymi myślami, a drogi moje waszymi drogami.

Śmierć Karoliny tez była na pozór tylko bestialskim mordem, dla kilkunastoletniej niewinnej istocie. Ale kiedy patrzę, przyjeżdżając od dwóch lat na Drogi Krzyżowe do Wał Rudy widzę, że to nie był tylko bezsensowny mord. Tysiące ludzi modlących się tu co miesiąc, tysiące uzdrowień i nawróceń – to właśnie drogi Boże, które górują nad naszymi

i myśli Boże górujące nad naszymi. Krew Karoliny to ziarno rzucone w  (   ) wał-rudzką ziemię, które teraz wydaje plon, jak również, właśnie tu w miejscu męczeństwa przy stacji XIV, otrzymałem łaskę nawrócenia dwa lata temu.

Dziś, tak jak ta kobieta, o której mówił ks. Zbigniew, dziękuję Bogu za łaskę, za doświadczenie śmierci mojego kochanego taty i za to, że prowadził mnie przez to doświadczenie. Wiem teraz, że śmierć niczego nie kończy, to tylko przejście, brama – jak wiele razy tu mówiono, to brama do nowego, lepszego życia.

Moje życie nabrało też innego, głębszego sensu. Moim największym pragnieniem stało się, żyć tak, abym co dzień wieczorem mógł powiedzieć: Panie, jeśli to ta ostatnia noc, to jestem gotów. A jeśli dajesz mi kolejny dzień, to pragnę wypełniać Twój Boży zamysł z radością.

Dziękuję i uwielbiam Cie Panie.

Dziękuję Ci Karolinko.

 

Marek